Wielkanocne muzeum

Niedługo Wielkanoc, już się do tego święta szykujemy. Z tego powodu wybraliśmy się nawet do Muzeum Narodowego.
Tam pani przewodniczka opowiedziała nam o tym, jak kiedyś malowano Pana Jezusa i jego historię. Weszliśmy razem z nią do galerii z malarstwem średniowiecznym. Średniowiecze było wtedy, kiedy byli rycerze. Mało ludzi umiało wtedy czytać, rycerze też, bo ciągle walczyli, dlatego trzeba było malować historyjki obrazkowe. W każdym kościele były ołtarze, a na nich mnóstwo różnych obrazów i różnych opowieści. O wjeździe Pana Jezusa do Jerozolimy na osiołku, o Ostatniej Wieczerzy, o tym, jak Pan Jezus ożył.
Rozmawialiśmy też o pisankach, o śmigusie, o poście i o innych obyczajach.
Teraz już wszystko wiemy i czekamy…

Przemysław Śmiech

Konie w Łazienkach

Tyle razy już byliśmy w Łazienkach, że myśleliśmy, że widzieliśmy już wszystko, ale nie. Bo jak się pójdzie kawałek jeszcze dalej, mijając z jednej strony Pałac na Wyspie, a z drugiej amfiteatr, to dojdzie się do Muzeum Łowiectwa i Jeździectwa.
I tam jest powozownia, to znaczy miejsce, gdzie stoją powozy. A powozy to takie jakby starodawne samochody, tylko, że z przodu miały przyczepione konie. I te konie ciągnęły te powozy.
Samochody są różne: ciężarowe, osobowe, pikapy, kabriolety i tak samo jest z powozami: są bryczki, coupe, wolanty, jadgwageny i mnóstwo innych.
Oczywiście można też jeździć po prostu na koniu. Trzeba mieć wtedy specjalny strój i siodło dla konia.
Pani przewodniczka opowiadała nam dużo rzeczy o koniach. Samochody są szybsze, ale czy można przytulić się do samochodu? A do konia można. Czy można samochód czegoś nauczyć? A konia można.
Więc jak rodzice nie będą nam chcieli dać psa albo kota to po prostu poprosimy o konia.
Może być mały.

Przemysław Śmiech

Obrazy pani Olgi

I znowu byliśmy w Muzeum Narodowym! Ale po co, przecież widzieliśmy już te obrazy i rzeźby?
No właśnie nie, bo w Muzeum są wystawy stałe, to znaczy, że coś wisi i wisi, ale są też wystawy czasowe. Dzieła powiszą, a potem się je zdejmuje i wiesza inne.
Teraz jest wystawa obrazów pani Olgi Boznańskiej. Pani edukatorka opowiedział nam o pani Oldze, że żyła dawno temu, że miała mamę i tatę i siostrę i pieska. I narzeczonego.
I wszystkich ich namalowała.
Najtrudniej było z psem, bo pies ciągle biegał, ale raz zasnął i pani Olga szybko ustawiła sztalugę, złapała paletę i pędzel i zanim pies się obudził, obraz był gotowy.
Więc obejrzeliśmy mnóstwo pięknych obrazów i poznaliśmy nowe słowa, a na koniec rysowaliśmy. Pewnie kiedyś nasze obrazy też będą w muzeach.
Tylko rodzice muszą nam kupić farby, sztalugi, palety i pędzle.
I psa.

Przemysław Śmiech