Królikarnia

Strasznie, ale to strasznie lubimy chodzić po naszej ukochanej Warszawie.
Na Starówce byliśmy tysiąc razy, w Skaryszaku milion razy, a jeszcze na Nowym Świecie, na Krakosach, w Alejach Ujazdowskich, w Łazienkach, w Wilanowie, no wszędzie po prostu!
I właśnie okazało się, że nie wszędzie i że pojedziemy do Królikarni! Ucieszyliśmy się jak nie wiem co, bo króliczki są takie śliczne, puszyste i mięciuchne i można je przytulać i głaskać i w ogóle!
Przyjechaliśmy do Królikarni, weszliśmy do parku i patrzymy gdzie te króliki. Może za tym krzaczkiem? Może za tym drzewkiem? Może za tą górką?
Ale nie, nigdzie ich nie było. Był za to piękny pałac, ale bez królików i różne rzeźby w całym parku, ale królika żadnego. Nawet wyrzeźbionego.
Były też różne dziwne rzeczy, na które dorośli mówili instalacje. A ustawili je, bo przyszła jesień, ale nie taka zwykła, tylko Mała Warszawska Jesień. I stały sobie zegary z kukułką i jak się blisko podeszło, to kukułka wyskakiwała. I dorożki
z merto… mentro… z taka wskazówką, co lata i stuka.
A króliczka dalej żadnego.
Więc będziemy musieli się tam wybrać jeszcze raz z rodzicami, może wtedy go złapiemy?