Żywe obrazy

Byliśmy na fajnej lekcji w Muzeum Narodowym. Trochę się baliśmy, że będą nudy, bo w Muzeum wiszą obrazy i stoją rzeźby, ale nie ma placu zabaw i nie można tam biegać, chociaż są duże sale i fantastyczne wielkie schody.

Okazało się, że nawet z obrazami można się świetnie bawić. Nie, nie malowaliśmy na nich śmiesznych rzeczy, po prostu wyobrażaliśmy sobie na przykład, co by było, gdyby ci namalowani ludzie nagle zaczęli chodzić, rozmawiać, ruszać się w ogóle. I do tego nie trzeba żadnych zabawek, wystarczy tylko pójść do Muzeum Narodowego, postać pod ulubionym obrazem, patrzeć na niego i marzyć.

I teraz wiemy, że te obrazy, rzeźby i dziwne rzeczy w muzeum, czyli to, na co dorośli mówią sztuka, nie jest martwe, tylko bardzo żywe.

Więc namówimy rodziców i pójdziemy do Muzeum Narodowego jeszcze raz. Najlepiej we wtorek, bo wtedy wchodzi się za darmo, a zaoszczędzone pieniądze można wydać na pączki…

I po wakacjach

I po wakacjach…

Niestety. Jednak. Wakacje już na pewno, ale to na pewno minęły. Pada i pada. Zimno.

Wszyscy już dawno wrócili znad morza, znad jezior, znad gór. Z miast, które są za siedmioma lasami i siedmioma morzami. I te miasta mają piękne nazwy, ale trudno te nazwy zapamiętać. A ludzie tam mówią dziwnie i jedzą śmieszne rzeczy na przykład owoce z morza.

Gdyby tak policzyć kilometry, które przejechaliśmy samochodami, pociągami, autokarami, które przelecieliśmy nad chmurami w samolotach wyszłoby chyba, że okrążyliśmy globus dookoła.

I to jest bardzo fajne, ale to że wróciliśmy do koleżanek, kolegów, zabawek… acha – i do naszych pań!

…to jest jeszcze fajniejsze…