W Saskim Ogrodzie

Trwają wakacje, ale my się uczymy. Nie, nie odrabiamy lekcji, ani nie uczymy się na pamięć różnych dziwnych rzeczy. Uczymy się naszego miasta, naszej Warszawy.

Nie siedzimy w przedszkolu, tylko jeździmy na wycieczki. Byliśmy już w Łazienkach i na Starym Mieście, a ostatnio pojechaliśmy do Ogrodu Saskiego.

Ogród Saski to takie miejsce, przez które dorośli szybko przechodzą do tramwaju albo do pracy i idą tak szybko, że nie widzą ani kasztanowców, ani dębów, ani lip. Chyba, że spadnie na nich kolczasty kasztan albo taki śmieszny helikopterek z lipy.

A warto się zatrzymać i obejrzeć historię i geografię i astronomię. I zimę i wiosnę i jesień.

A w upał stanąć blisko fontanny.

W Ogrodzie Saskim dużo się dzieje. Wystarczy popatrzeć na którąś z rzeźb. Albo na drzewo. Myślicie, że taki dąb sobie stoi nic nie robiąc?

On, tak jak my, przedszkolaki, cały czas, ciągle, bez przerwy – rośnie…

Balaton i Łazienki

Zrobiło się prawdziwe lato, dlatego jest gorąco i dlatego wszyscy uciekają nad wodę.

Wody w Warszawie trochę jest. Najwięcej jest w rzece Wiśle, ale ta akurat jest brudna i lepiej się w niej nie kąpać. Można za to po niej pływać, tramwajem wodnym albo promem.

Woda jest też w Balatonie. Nie wszyscy wiedzą, że jest Balaton w Warszawie, ale pani Kasia wiedziała, bo jest z Węgrowa. Balaton to jest jeziorko pięć przystanków od naszego przedszkola. Jest tam fantastyczny plac zabaw i można spacerować wokół jeziorka i w ogóle.

Ale tak w ogóle to na spacer lepiej pojechać do Łazienek. W Łazienkach rzeczywiście jest łazienka, w pałacu, który jest na wyspie. Nie można się tam kąpać, bo zostały tylko kafelki, ale zaraz obok jest staw, po którym pływaliśmy gondolą. Gondola to taka łódka.

I jeszcze widzieliśmy biały domek ( w życiu nie zgadniecie, jak on się nazywa) i Starą Pomarańczarnię. W pomarańczarni król Staś hodował…, acha, bo to ten król Staś urządził piękny park łazienkowski i kazał budować i domek i pałac, więc w pomarańczarni król hodował… tak – pomarańcze! A jakie owoce najbardziej lubił? Nie – nie pomarańcze! Śliwki! To dlaczego zbudował pomarańczarnię, a nie śliwkarnię?

Nie wiem. Królowie mają swoje kaprysy…