Spacer po murach

Skarpa warszawska jest baaardzo długa, bo ciągnie się jeszcze do Starówki i dalej. Stoi na niej Zamek Królewski i kamienice Starego i Nowego Miasta.
Jest też na niej Gnojna Góra, która na szczęście już nie pachnie tak jak dawno temu, za to są z niej piękne widoki. Widać z niej zoo, katedrę świętego Floriana, opiekuna strażaków i Stadion Narodowy.
Jak już się nacieszyliśmy tym widokiem, to przeszliśmy ulicą Brzozową do murów. Po drodze minęliśmy domy, w których kiedyś były spichrze. To trudne słowo oznacza miejsce do trzymania tam zboża.
Mury są duże i dwa. Między nimi jest fosa, ale bez wody. Po murach można chodzić i robić na nich super zdjęcia. Są też baszty, wieże i zegary. Myśleliśmy, że znamy już dobrze Stare Miasto, ale okazało się, że ciągle można tam coś odkryć.
Więc odkrywamy.

Przemysław Śmiech

Skarpa w dalszym ciągu

Skarpa warszawska jest bardzo duża, prawie taka, jak Warszawa, więc można po niej chodzić i chodzić.
Poprzedni spacer skończyliśmy przy Muzeum Narodowym, więc kolejny zaczęliśmy właśnie niedaleko niego.
Poszliśmy ulicą Smolną na tył ulicy Foksal. Dawno temu odbywały się tam zabawy i karuzele, a nawet loty w powietrzu. Jeden pan z Francji, który się nazywał Blanchard, wystartował stąd balonem. Razem z nim poleciała jego żona i piesek. Jak byli wysoko to pan Blanchard wyrzucił pieska na spadochronie. Nic się pieskowi nie stało, ale chyba lepiej by było, żeby to kot wziął udział w tym doświadczeniu.
I potem szliśmy dalej alejką, aż doszliśmy do skweru na którym był wielki klucz wiolinowy z kamienia. A ten klucz jest dlatego, że na tym skwerku wypoczywają studentki i studenci Uniwersytetu Muzycznego, który jest zaraz obok.
W ogóle jest tam dużo muzyki, bo w pobliżu stoi Zamek Ostrogskich, w którym jest Muzeum Chopina. Kto to był Chopin chyba nie musimy mówić, co nie?
W podziemiach tego zamku mieszkała kiedyś złota kaczka. Dziś kaczka siedzi sobie w fontannie, którą świetnie widać z kładki nad ulicą Tamka. Z tej kładki widać też bardzo fajny i śmieszny mural z Chopinem, z Kopernikiem, z Marią Skłodowską – Curie i innymi ważnymi osobami.
Zeszliśmy ze Skarpy na Powiśle i doszliśmy do Mariensztatu. To takie jakby małe miasteczko. Z cichym ryneczkiem i rzeźbą przekupki, która niesie kurę.
Dalej trzeba przejść przez trasę W-Z i jest się na Starym Mieście, ale to już okazja do następnej wycieczki…

Przemysław Śmiech

Spacerkiem po Skarpie

Wakacje są po to, żeby jak mówią rodzice: chwilę odetchnąć, ale też po to, żeby wędrować. I my taki mamy właśnie plan.
Naszą wędrówkę rozpoczęliśmy od skarpy. Skarpa to takie wzgórze nad Wisłą, ciągnie się przez całą Warszawę, od Królikarni do Zamku Królewskiego.
My pojechaliśmy do Zamku Ujazdowskiego. Nie wchodziliśmy do środka, tylko popatrzyliśmy w dół – na Kanał Piaseczyński. Co za widok!
Potem fajną kładką przeszliśmy nad Trasą Łazienkowską i tam był straszny hałas!
Później szliśmy sobie przez Jazdów do kolejnej kładki, nad ulicą Myśliwiecką.
Postaliśmy chwilę, żeby popatrzeć na kolonię profesorską i dalej spacerowaliśmy z tyłu Sejmu. Obejrzeliśmy fantastyczny zegar słoneczny, odpoczęliśmy i szliśmy bardzo piękną Aleją na Skarpie.
I nagle spotkaliśmy olbrzymie głazy! Stoją (albo leżą?) koło Muzeum Ziemi.
I znowu kładka. Nad ulicą Książęcą. I znowu Muzeum. Wojska, a obok Narodowe.
I wyszliśmy obok Giełdy do Palmy i do tramwaju i do przedszkola…
Piękna wyprawa! a to nie koniec, bo jeszcze trochę tej skarpy nam zostało…

Przemysław Śmiech

Wakacje z Agatką

Są wakacje. To znaczy, że nic się nie robi, tylko się odpoczywa. W domu albo
u babci albo u cioci, gdziekolwiek.
Można też wziąć globus. Rozkręcić go i zatrzymać palcem i pojechać, gdzie się zatrzymało.
Jak akurat niestety nie można pojechać, bo rodzice jeszcze pracują, to można tym palcem sobie popodróżować, po globusie albo po atlasie.
Atlas to taka gruba książka z mapami różnych krajów w środku. Niektóre kraje się nazywają jak z bajki: Barbados, Madagaskar, Wenezuela. A one naprawdę istnieją!
Aha, ale przecież przedszkole jest otwarte! I są panie i koleżanki i koledzy
i można te tajemnicze wyprawy robić razem z nimi!
A jak ktoś gdzieś jedzie to może przysłać do przedszkola kartkę skądeś. To bardzo miłe, więc wysyłajcie, a we wrześniu zrobimy Wielką Wystawę Wakacyjnych Widokówek, w skrócie Wiewawiwe!

Przemysław Śmiech

Piknik w Wilanowie

Wiosna jakaś taka nijaka w tym roku, dlatego trzeba każdy ciepły dzień łapać i się nim cieszyć.
Najlepiej tak robić na pikniku. Bierze się ze sobą jedzenie i picie i jedzie się gdzieś. W ładne miejsce jakieś.
My pojechaliśmy specjalnym autokarem do Wilanowa. Tak, tam gdzie jest pałac i park i gdzie dawno, dawno temu mieszkał król Jan III Sobieski i królowa Marysieńka. Teraz tam jest muzeum, w którym też już byliśmy.
I dlatego teraz pojechaliśmy gdzie indziej. Do domu kultury w Wilanowie. Akurat był tam konkurs przedszkolnych teatrów, no to wzięliśmy w nim udział, bo czemu nie. I zdobyliśmy drugie miejsce!!!
Więc piknik nam się należał, co nie?

Przemysław Śmiech

Papierowa Sztuka

Jak się idzie do Łazienek to warto czasem troszkę wcześniej, zaraz za Trasą Łazienkowską skręcić w lewo. Mijamy Instytut Teatralny, idziemy, idziemy, idziemy i jesteśmy w Zamku Ujazdowskim.
To dziwny zamek, bo nie ma murów, fosy, baszt, rycerzy ani księżniczek, tylko są dzieła sztuki.
Dzieła sztuki to mogą być obrazy albo rzeźby. Rzeźby mogą być z drewna, z kamienia albo z mra… z ram… z marmuru mogą być.
A jedna pani robi dzieła z papieru. Bierze stare pudła, albo wycinki z gazet i robi z nich naprawdę piękne rzeczy. Każdy może je robić, tylko lepiej zapytać Tatę, czy te gazety są stare. Ale z nowych też chyba można, bo Tata zawsze jak skończy czytać to wzdycha i mówi: Nic nie ma w tych gazetach…
Więc niech się przydadzą chociaż do robienia sztuki, co nie?

Przemysław Śmiech

Dentysta

W naszym przedszkolu ciągle dużo się dzieje, chodzimy i chodzimy na różne wycieczki, jak nie tu, to tam.
Byliśmy na wycieczce u dentysty. To taki lekarz od zębów. Pan doktor pokazał nam gabinet – bardzo fajny!
Jest tam olbrzymi fotel, na którym można sobie leżeć nic nie robiąc i dziwna lampa, która mocno świeci, ale nie razi.
Były też niesamowite narzędzia, podobne trochę do kuchennych, a trochę do takich do majsterkowania.
Wszystko mogliśmy obejrzeć, o wszystko mogliśmy zapytać, a pan doktor obejrzał nasze zęby. I wytłumaczył jak je myć i czym. Było naprawdę ekstra!
Uśmiejecie się, ale są podobno ludzie, którzy boją się dentysty…

Przemysław Śmiech

Królikarnia

Strasznie, ale to strasznie lubimy chodzić po naszej ukochanej Warszawie.
Na Starówce byliśmy tysiąc razy, w Skaryszaku milion razy, a jeszcze na Nowym Świecie, na Krakosach, w Alejach Ujazdowskich, w Łazienkach, w Wilanowie, no wszędzie po prostu!
I właśnie okazało się, że nie wszędzie i że pojedziemy do Królikarni! Ucieszyliśmy się jak nie wiem co, bo króliczki są takie śliczne, puszyste i mięciuchne i można je przytulać i głaskać i w ogóle!
Przyjechaliśmy do Królikarni, weszliśmy do parku i patrzymy gdzie te króliki. Może za tym krzaczkiem? Może za tym drzewkiem? Może za tą górką?
Ale nie, nigdzie ich nie było. Był za to piękny pałac, ale bez królików i różne rzeźby w całym parku, ale królika żadnego. Nawet wyrzeźbionego.
Były też różne dziwne rzeczy, na które dorośli mówili instalacje. A ustawili je, bo przyszła jesień, ale nie taka zwykła, tylko Mała Warszawska Jesień. I stały sobie zegary z kukułką i jak się blisko podeszło, to kukułka wyskakiwała. I dorożki
z merto… mentro… z taka wskazówką, co lata i stuka.
A króliczka dalej żadnego.
Więc będziemy musieli się tam wybrać jeszcze raz z rodzicami, może wtedy go złapiemy?

Najmniejszy bal świata

Tyle razy teatr był u nas, że w końcu my postanowiliśmy się wybrać do teatru. Ten teatr jest niedaleko, z dziesięć przystanków tramwajem, nazywa się „Powszechny” i jest koło Skaryszaka.
I jest naprawdę wspaniały, są tam schody, po których wchodzi się na widownię i panowie w garniturach, którzy mówią „dzień dobry” i „poproszę bilety” i bardzo fajna sala ze śmiesznymi składanymi fotelami, które chcielibyśmy mieć w domu.
A jak już usiedliśmy w tych fotelach to zaczęło się przedstawienie: „Najmniejszy bal świata”. Jedna królewna nie chciała pomagać rodzicom, czyli królowi i królowej w przygotowaniach do balu, na dodatek czarami wysłała ich na daleką planetę. Bardzo tego żałowała i ruszyła w podróż, aby ich odnaleźć, a razem z nią był jej przyjaciel. I dobrze, że był, bo po drodze były różne przygody, niektóre naprawdę niebezpieczne. Bardzo, ale to bardzo ucieszyliśmy się z tego, że królewnie udało się odnaleźć rodziców, tak bardzo, że aż stęskniliśmy się za naszymi rodzicami. Za naszymi Mamami – Królowymi i Tatami – Królami.

W ogrodzie króla Sobieskiego

Lato już odchodzi, a przychodzi jesień, ale na szczęście jeszcze nie ta, kiedy pada deszcz, wieje wiatr, nie chce się wyjść i w ogóle nic się nie chce.
Nam się ciągle coś chce, a zwłaszcza wychodzić na spacery, a na jeden to nawet musieliśmy pojechać. Najpierw jechaliśmy jednym autobusem na drugą stronę Wisły, czyli królowej polskich rzek. A potem pojechaliśmy autobusem 180 do samego końca.
A na samym końcu jest cudowny pałac w Wilanowie.
My jednak nie poszliśmy do pałacu, pomyśleliśmy, że jak jest takie piękne słońce to wolimy iść do ogrodu.
Pałac i ogród należały dawno temu do króla Sobieskiego. Ten król żył dawno temu, często jeździł na wojnę, miał wielką szablę i wielkie wąsy. Ale najbardziej, ale to najbardziej lubił nie wojnę, ale bycie w domu, czytanie książek i podlewanie kwiatków.
I dlatego król założył sobie taki właśnie ogród, gdzie rosły wspaniałe różne kwiaty i gdzie jest jezioro, po którym można sobie popływać.
A oprócz tego można oglądać pałac, który jest śliczny po prostu, zwłaszcza kiedy na jego jasne ściany padają słoneczne promyki.
A my wolimy kiedy królowie mogą wąchać kwiatki, niż kiedy muszą wywijać szablą…