Muzyka ludowa

Na całym globusie, czyli na całym świecie ludzie we wsiach sobie grają. Na różnych instrumentach. Na skrzypeczkach maluśkich, które wystrugał dziadunio. Na fujarce, którą też wystrugał dziadunio. Na bębenku, który dziadunio… kupił na odpuście.
I taką muzyczkę grają sobie ludzie i dlatego mówi się muzyka ludowa. Przyjechał do nas (który to już raz!) pan Marcin i z drugim panem zabrał nas w muzyczną podróż dookoła świata.
Byliśmy u nas, to znaczy w Polsce. U sąsiadów, to znaczy w Czechach. Trochę dalej, czyli na Węgrzech i zupełnie, ale to zupełnie daleko, bo aż w Meksyku.
Tak to jest z muzyką, można się dzięki niej przenieść wszędzie, nawet za ocean! 🙂

“Agatka” w księgarni

Uwielbiamy nasze przedszkole, bo tam są nasze kochane panie i bawimy się i robimy różne rzeczy i jedzenie jest prawie zawsze dobre, ale od czasu do czasu trzeba wyjść na dwór. Jak mówią babcie – zaczerpnąć świeżego powietrza.
I chodzimy tu i tam, a ostatnio poszliśmy do księgarni „Orbita”.
Jest tam cała masa książek i gier, chcielibyśmy tam mieszkać. Jest tam tak kolorowo, jak w jakimś pałacu z bajki.
Książki są świetne, bo jak ktoś nam czyta albo sami czytamy to ta historia nam się pokazuje w głowie i to jest o wiele lepsze od telewizorów, komputerów i smartfonów.
A najfajniejsze jest to, że nowe książki tak wspaniale, tak pięknie, tak cudownie pachną…

Wizyta kowboja

Był u nas kowboj! Bardzo się ucieszyliśmy, bo przecież kowboje mieszkają na Dzikim Zachodzie, a to strasznie daleko.
Kowboj był prawdziwy, chociaż miał na imię Zbyszek, a nie John albo Billy albo Joe.
I pan Zbyszek nie miał ze sobą coltów, czyli takich fajowych pistoletów, tylko instrumenty muzyczne. To nas trochę zdziwiło, bo kowboj powinien mieć rewolwer albo chociaż lasso.
Ale pan Zbyszek powiedział, że kowboje już tak nie strzelają, bo Dziki Zachód nie jest już taki dziki, ale za to śpiewają wspaniałe kowbojskie piosenki.
I grają na gitarach, na banjo,na skrzypcach i na harmonijce.
Banjo to taka okrągła gitara, a harmonijka to organki po prostu.
I pan Zbyszek pięknie grał na tym wszystkim i bardzo nam się to podobało, ale mamy nadzieję, że następnym razem chociaż przyjedzie na mustangu, byłoby klawo, co nie? 🙂

“Agatka” na scenie

W naszym przedszkolu robimy różne rzeczy. Przychodzimy, mówimy dzień dobry, jemy śniadanie, bawimy się, idziemy na dwór, tam też się bawimy, ale w inne zabawy, co nie, wracamy, potem obiad i tak dalej…
Ale oprócz tego są oczywiście różne zajęcia. Na przykład teatralne.
Zajęcia teatralne prowadzi pan Przemek, który jest prawdziwym aktorem i pracuje
w prawdziwym teatrze lalkowym.
I na tych zajęciach my też jesteśmy prawdziwymi aktorami. Robimy rozgrzewkę, czyli kręcimy brwiami, oczami i językami. I mówimy głośno albo cicho.
I uczymy się wierszy. W uczeniu się bardzo pomagają nam ciocie. Bo takie wiersze trzeba powtarzać i powtarzać. Pan Przemek mówi, że nie ma innego sposobu,
no niestety.
Ale ta praca się opłaca, bo potem można jeździć na różne konkursy i zdobywać nagrody i dyplomy.
I my właśnie zdobyliśmy trochę dyplomów, z czego jesteśmy strasznie dumni, a kto nie wierzy, zapraszamy do przedszkola! 🙂

Kurczaczki

Już niedługo Wielkanoc, czyli pisanki, baranki i kurczaczki.
Do naszego przedszkola przyszła pani z kurczaczkami – prawdziwymi! 🙂
Opowiadała jak się trzeba zajmować takimi kurczaczkami i czym je karmić.
Mogliśmy je potrzymać, ale musieliśmy być bardzo ostrożni.
I byliśmy oczywiście i to było bardzo fajne, bo one są mięciusie i cieplusie.
I żółciusie.
A ciekawe czy gdyby pomalować jajko w paski, to kurczaczek też byłby w paski?
Zapomnieliśmy zapytać…

Złota ryba

Był u nas kapitan żeglugi wielkiej. Wielkiej, bo pływał wielkim statkiem po wielkich oceanach.
Miał ze sobą wielki kufer, a w tym kufrze… nie zgadniecie!
Lalki! Ale nie do zabawy, tylko teatralne.
Bo każdy kapitan żeglugi wielkiej ma mnóstwo opowieści.
Nasz gość też taką miał, a żeby lepiej mu się opowiadało zrobił magnetyczny teatr.
A w nim magnetyczne lalki rybaka, jego żony i złotej ryby.
Tak magnetyczne, że nie mogliśmy się oderwać!
Oglądaliśmy i słuchaliśmy bajki, o tym, że był sobie biedny rybak…
Pewnego dnia złowił złotą rybę…
I tak dalej i tak dalej…

Indianie

Bawiliśmy się w Indian! Ale nie zakładaliśmy pióropuszy.
Ale nie strzelaliśmy z łuku (co by na to powiedziały ciocie!).
I nie jeździliśmy na mustangach. Nawet nanibowych.
Był u nas pan Marcin ze swoim kolegą i przynieśli mnóstwo indiańskich bębnów!
I innych instrumentów, na które mówi się „perkusyjne”. Wystukuje się na nich różne rytmy.
Wolne, szybkie, jakie się chce.
Graliśmy na nich jak prawdziwi Indianie i dzięki temu odbyliśmy magiczną podróż aż do Ameryki!
Nie trzeba samolotów ani statków, wystarczy bębenek i trochę wyobraźni. 🙂

Dla Babci i dla Dziadka

I znowu wielkie święto. Dzień Babci i Dzień Dziadka!
Kochamy babcie i dziadków, bo zawsze mają dla nas coś dobrego i zawsze mają cierpliwość, to znaczy nie denerwują się na nas z byle powodu, jak to się zdarza mamie i tacie.
I pamiętają jak to było dawno temu i lubią o tym opowiadać, a to lepsze niż bajki.
Dlatego zrobiliśmy dla babć i dziadków specjalny występ. Były wiersze o nas i o Pawle i Gawle i nawet szafa grająca! Czyli taki pendrive, ale ogromny!
Tak ogromny jak nasza miłość do babci i do dziadka! 🙂

Bal przebierańców

Święta się skończyły, minął Nowy Rok, ale wcale nie zrobiło się smutno.
Po pierwsze zima w tym roku jest bardzo fajna, bo spadł śnieg!
I nie roztopił się od razu, jak ostatnio tylko sobie poleżał.
I można było na nim pojeździć i tatowie mogli nas ciągnąć na sankach do przedszkola i udawać konie i być z tego zadowolonym, bo to świetna zabawa, co nie?
A jeszcze lepienie bałwanów i rzucanie śnieżkami. Śnieżki są świetne, zwłaszcza jak się kogoś trafi, ale czasem nie są, jak się dostanie w nos.
No ale trudno.
A oprócz tego jest jeszcze jedna zabawa, czyli bal przebierańców!
W karnawale nawet dorośli tańczą i się przebierają, bo jak jest zimno i ciemno, to najlepiej dużo się bawić i ruszać, i bawić i ruszać i bawić i ruszać, aż tu nagle –
WIOSNA! 🙂

Przemysław Śmiech

Górnik

4 grudnia to bardzo ważny dzień, bo wtedy jest Dzień Górnika.
Ciekawe, dlaczego górnik to „górnik”, skoro pracuje na dole.
Był u nas z wizytą prawdziwy górnik i opowiadał o swojej pracy.
To ciężka praca, bo trzeba zjechać głęboko pod ziemię, gdzie jest ciemno i duszno.
Na szczęście górnicy już nie muszą tak dużo machać kilofami, bo są specjalne maszynydo wydobywania węgla.
Górnik w pracy jest cały czarny, za to w dniu świętej Barbary górnicy przebierają się
w piękne mundury i czapki z piórem.
I mogą dumnie maszerować, a gra im górnicza orkiestra.