Pilot naziemny

Mamusie i tatusiowie nieraz są zmęczeni. Pracą. Bo praca czasami męczy.
A dlaczego męczy? Dlatego oczywiście, że trzeba się w niej napracować.
A do naszego przedszkola przyszedł tata Stasia i opowiedział o swojej pracy.
Pracuje na lotnisku i kieruje ruchem samolotów. Samolot zanim poleci, to musi dojechać na pas startowy. Ale żeby się samoloty nie pchały, nie trąbiły na siebie i żeby panowie piloci nie opuszczali szybek i nie krzyczeli jeden na drugiego, to ktoś musi nimi rządzić. Właśnie tata Stasia ma takie fajne lizaki i pokazuje:
ty w prawo, ty w lewo, ty stój.
I jeszcze dostaliśmy zdjęcia lotniska i samolotów, a na koniec specjalne dyplomy!
Ale z tej radości zapomnieliśmy zapytać tatę Stasia, czy go ta praca męczy…

Przemysław Śmiech

Tango Agatka

Jest już zimno, a będzie jeszcze zimniej. Więc co robić? Można się napić gorącego mleka. Albo gorącego kakaa…, kakała…, kakao gorące można wypić.
I założyć swetr. Sweter.
Ale są inne sposoby, żeby było cieplej! Można zatańczyć! Gorący taniec!
Był u nas pan Marcin, opowiadał różne historie, pokazał jak działa akordeon i że na tym akordeonie można zagrać tango!
Akordeon działa tak, że dmucha się miechem i przebiera palcami po klawiszach. Klawisze są biało-czarne, jak w pianinie. I jak się już umie zagrać na akordeonie, to wtedy można zagrać tango.
To taki taniec, który wymyślono bardzo daleko, za oceanem, w Argentynie. Jest tam wielkie miasto o cudownej nazwie Buenos Aires i tam ludzie sobie tańczą nawet na ulicach. Ale tylko na malutkich uliczkach i późno w nocy, jak jest mały ruch.
A u nas w przedszkolu ruch jest duży. A teraz, kiedy umiemy tango,
to już w ogóle.

Przemysław Śmiech

Pracujemy

Za oknami jesień, czyli liście się czerwienią, a potem opadają i deszcz pada
i coraz zimniej i ciemniej.
Czyli już wakacje na pewno się skończyły. Rodzice chodzą do pracy, ale my też pracujemy.
Bo mamy mnóstwo różnych zajęć po prostu. Uczymy się angielskiego. Jak się jeździ po zagranicach, to trzeba czasem zapytać gdzie jest najbliższy zabytek albo coś do jedzenia. Trzeba też umieć wtedy powiedzieć przepraszam, proszę, dziękuję i do widzenia.
Mamy też rytmikę, żeby ładnie śpiewać.
I golo…, polo… logopedię, żeby ładnie mówić.
I zajęcia teatralne.
I gimnastykę.
Czyli, jak to czasem mówią tatusiowe: huk roboty.
I jesteśmy wtedy, też jak mówią tatusiowie: skonani…

Przemysław Śmiech

Wróciliśmy

Ależ to były wakacje! Byliśmy wszędzie! Robiliśmy wszystko! I było super…
Ale w końcu trzeba było spakować wszystkie fajne pamiątki do plecaka, wsiąść do samochodu, pociągu albo samolotu i wrócić.
Aha i jeszcze trzeba było się pożegnać. Z ciociami i z wujkami z innych miast.
I z naszymi kuzynami, którzy też wracają do swoich przedszkoli.
I jak tak jechaliśmy i jak tak za oknem mijał nas świat, to nam było trochę smutno, bo to niesprawiedliwe, że lato jest takie krótkie.
Ale jak już przyszliśmy do przedszkola i zobaczyliśmy nasze panie i koleżanki i kolegów i zabawki i półeczki i mydełka i ręczniki, to zrobiło się nam weselej, bo podróże są dlatego takie cudowne, że się potem wraca…

Przemysław Śmiech

Spacer po murach

Skarpa warszawska jest baaardzo długa, bo ciągnie się jeszcze do Starówki i dalej. Stoi na niej Zamek Królewski i kamienice Starego i Nowego Miasta.
Jest też na niej Gnojna Góra, która na szczęście już nie pachnie tak jak dawno temu, za to są z niej piękne widoki. Widać z niej zoo, katedrę świętego Floriana, opiekuna strażaków i Stadion Narodowy.
Jak już się nacieszyliśmy tym widokiem, to przeszliśmy ulicą Brzozową do murów. Po drodze minęliśmy domy, w których kiedyś były spichrze. To trudne słowo oznacza miejsce do trzymania tam zboża.
Mury są duże i dwa. Między nimi jest fosa, ale bez wody. Po murach można chodzić i robić na nich super zdjęcia. Są też baszty, wieże i zegary. Myśleliśmy, że znamy już dobrze Stare Miasto, ale okazało się, że ciągle można tam coś odkryć.
Więc odkrywamy.

Przemysław Śmiech

Papież w muzeum

Jest gorąco albo, jak mówią niektórzy „gorąc”, więc siedzimy sobie w przedszkolu, co jakiś czas wychodzimy na plac zabaw, ale wtedy przekradamy się w cieniu jak Indianie albo nie wychodzimy. Wtedy wspominamy stare dobre czasy sprzed paru tygodni kiedy było chłodniej.
I wtedy byliśmy na lekcji w Muzeum Narodowym. Lekcja była o papieżu. Ale nie o tym z Rzymu, tylko o panu Tadeuszu Peiperze. On nie był papieżem, tylko koledzy tak na niego mówili dla draki.
Pan Tadeusz był poetą, czyli pisał wiersze. Przeważnie o tym, jak fajnie być
w mieście i jakie super są maszyny. I tłumaczył też swoim kolegom malarzom, że mają malować miasta i maszyny.
A my na lekcji robiliśmy różne maszyny. A jak będziemy mieli czas to w przedszkolu zrobimy wielką maszynę, która będzie robiła lody we wszystkich smakach, będzie po nas sprzątała zabawki i będzie nas woziła do muzeum…

Przemysław Śmiech

Skarpa w dalszym ciągu

Skarpa warszawska jest bardzo duża, prawie taka, jak Warszawa, więc można po niej chodzić i chodzić.
Poprzedni spacer skończyliśmy przy Muzeum Narodowym, więc kolejny zaczęliśmy właśnie niedaleko niego.
Poszliśmy ulicą Smolną na tył ulicy Foksal. Dawno temu odbywały się tam zabawy i karuzele, a nawet loty w powietrzu. Jeden pan z Francji, który się nazywał Blanchard, wystartował stąd balonem. Razem z nim poleciała jego żona i piesek. Jak byli wysoko to pan Blanchard wyrzucił pieska na spadochronie. Nic się pieskowi nie stało, ale chyba lepiej by było, żeby to kot wziął udział w tym doświadczeniu.
I potem szliśmy dalej alejką, aż doszliśmy do skweru na którym był wielki klucz wiolinowy z kamienia. A ten klucz jest dlatego, że na tym skwerku wypoczywają studentki i studenci Uniwersytetu Muzycznego, który jest zaraz obok.
W ogóle jest tam dużo muzyki, bo w pobliżu stoi Zamek Ostrogskich, w którym jest Muzeum Chopina. Kto to był Chopin chyba nie musimy mówić, co nie?
W podziemiach tego zamku mieszkała kiedyś złota kaczka. Dziś kaczka siedzi sobie w fontannie, którą świetnie widać z kładki nad ulicą Tamka. Z tej kładki widać też bardzo fajny i śmieszny mural z Chopinem, z Kopernikiem, z Marią Skłodowską – Curie i innymi ważnymi osobami.
Zeszliśmy ze Skarpy na Powiśle i doszliśmy do Mariensztatu. To takie jakby małe miasteczko. Z cichym ryneczkiem i rzeźbą przekupki, która niesie kurę.
Dalej trzeba przejść przez trasę W-Z i jest się na Starym Mieście, ale to już okazja do następnej wycieczki…

Przemysław Śmiech

Spacerkiem po Skarpie

Wakacje są po to, żeby jak mówią rodzice: chwilę odetchnąć, ale też po to, żeby wędrować. I my taki mamy właśnie plan.
Naszą wędrówkę rozpoczęliśmy od skarpy. Skarpa to takie wzgórze nad Wisłą, ciągnie się przez całą Warszawę, od Królikarni do Zamku Królewskiego.
My pojechaliśmy do Zamku Ujazdowskiego. Nie wchodziliśmy do środka, tylko popatrzyliśmy w dół – na Kanał Piaseczyński. Co za widok!
Potem fajną kładką przeszliśmy nad Trasą Łazienkowską i tam był straszny hałas!
Później szliśmy sobie przez Jazdów do kolejnej kładki, nad ulicą Myśliwiecką.
Postaliśmy chwilę, żeby popatrzeć na kolonię profesorską i dalej spacerowaliśmy z tyłu Sejmu. Obejrzeliśmy fantastyczny zegar słoneczny, odpoczęliśmy i szliśmy bardzo piękną Aleją na Skarpie.
I nagle spotkaliśmy olbrzymie głazy! Stoją (albo leżą?) koło Muzeum Ziemi.
I znowu kładka. Nad ulicą Książęcą. I znowu Muzeum. Wojska, a obok Narodowe.
I wyszliśmy obok Giełdy do Palmy i do tramwaju i do przedszkola…
Piękna wyprawa! a to nie koniec, bo jeszcze trochę tej skarpy nam zostało…

Przemysław Śmiech

Wakacje z Agatką

Są wakacje. To znaczy, że nic się nie robi, tylko się odpoczywa. W domu albo
u babci albo u cioci, gdziekolwiek.
Można też wziąć globus. Rozkręcić go i zatrzymać palcem i pojechać, gdzie się zatrzymało.
Jak akurat niestety nie można pojechać, bo rodzice jeszcze pracują, to można tym palcem sobie popodróżować, po globusie albo po atlasie.
Atlas to taka gruba książka z mapami różnych krajów w środku. Niektóre kraje się nazywają jak z bajki: Barbados, Madagaskar, Wenezuela. A one naprawdę istnieją!
Aha, ale przecież przedszkole jest otwarte! I są panie i koleżanki i koledzy
i można te tajemnicze wyprawy robić razem z nimi!
A jak ktoś gdzieś jedzie to może przysłać do przedszkola kartkę skądeś. To bardzo miłe, więc wysyłajcie, a we wrześniu zrobimy Wielką Wystawę Wakacyjnych Widokówek, w skrócie Wiewawiwe!

Przemysław Śmiech

Ciepłe święta

Niedawno były ciepłe święta. I to było fajne, bo święta są najczęściej zimne. Bo są w zimie. Ale są też wspaniale święta wiosną. I one zawsze, ale to zawsze są ciepłe.
Nie, nie chodzi mi o Wielkanoc. Zresztą dwa lata temu na święta padał śnieg i można było lepić pisanki. Więc Wielkanoc nie.
Ale wiosną jest Dzień Mamy, a zaraz po nim Dzień Dziecka. I bardzo dobrze, że te święta są blisko siebie, bo mamy i dzieci też są blisko. Bo nawet jak dziecko pojedzie na trochę do babci, a babcia akurat mieszka strasznie daleko, czasem nawet aż na drugim końcu Polski, to i tak mama jest blisko. A nasze mamy były blisko, bo przyszły do przedszkola, zobaczyć specjalny występ dla nich. I tatowie też byli. I były też niespodzianki.
A potem był Dzień Dziecka i znowu były niespodzianki, a największą niespodzianką były szaszłyki. Szaszłyki ciężko się mówi, ale dobrze się je je.
I tak sobie świętowaliśmy, chociaż oczywiście z takimi mamami i tatusiami jak nasi, święta mamy na okrągło…

Przemysław Śmiech