Górnik

4 grudnia to bardzo ważny dzień, bo wtedy jest Dzień Górnika.
Ciekawe, dlaczego górnik to „górnik”, skoro pracuje na dole.
Był u nas z wizytą prawdziwy górnik i opowiadał o swojej pracy.
To ciężka praca, bo trzeba zjechać głęboko pod ziemię, gdzie jest ciemno i duszno.
Na szczęście górnicy już nie muszą tak dużo machać kilofami, bo są specjalne maszynydo wydobywania węgla.
Górnik w pracy jest cały czarny, za to w dniu świętej Barbary górnicy przebierają się
w piękne mundury i czapki z piórem.
I mogą dumnie maszerować, a gra im górnicza orkiestra.

Na strunach

Nasze przedszkole jest zaczarowane. Zamienia się w zamek księżniczki, w park jurajski, w teatr, w salę koncertową.
Tym razem mieliśmy koncert. Odwiedził nas pan Marcin ze swoją muzykalną ferajną.
Artyści opowiadali nam o instrumentach strunowych.
Instrumenty strunowe to instrumenty, które mają co?
Struny! Brawo!
One są bardzo różne, bo skrzypeczki są strunowe i wielki kontrabas też.
I wiolonczela, na której gra prześliczna wiolonczelistka.
I gitara, na której tata czasem gra, jeśli go mama uprosi.
A potem prosi, żeby przestał. 🙂

Afrykańskie rytmy

Ale zimno, co nie? I ciemno. I w ogóle.
Jest na to rada. Można wyjechać do ciepłych krajów.
Najcieplejsze ciepłe kraje są w Afryce. Ale do nich trzeba polecieć samolotem.
Albo bocianem, oczywiście tylko wtedy, gdy jest się dosyć chudym.
Można też tak zrobić,żeby Afryka przyjechała do nas.
U nas w przedszkolu była Afryka, oczywiście nie cała, bo gdzie by się zmieściły te wszystkie lwy, żyrafy i krokodyle.
Była afrykańska muzyka. Gorące afrykańskie rytmy. Nasi goście pokazali nam piękne afrykańskie bębny o pięknych, trudnych do zapamiętania nazwach i specjalny kij deszczowy do przywoływania deszczu.
Zagraliśmy na nim,ale po cichuśku, bo akurat deszczu mamy dużo.
Ale przy bębnieniu bardzo się staraliśmy, żeby zrobiło się gorąco 🙂

Wystawa z trudnym słowem

W Muzeum Narodowym ciągle coś się dzieje, jak jedna wystawa się kończy, to zaraz jest druga.
I teraz jest wystawa, która się nazywa „Biedramajer”.
Dawno, dawno temu ludzie lubili ładne rzeczy. I lubili się w nich pokazywać. Nie było wtedy telefonów komórkowych, więc zamiast robić selfi malarze malowali portrety.
Na tych portretach z „Dobermejeru” są zadowoleni ludzie w eleganckich strojach. Niektórzy panowie mają fajki.
Ale ta wystawa nie jest tylko dla dorosłych, nie! Są też starodawne zabawki dla dzieci. Jest lalka z prawdziwej porcelany. Bardzo ładna, ale nie wiadomo, jak się nią bawić, żeby jej nie rozbić na miliard kawałeczków.
I jest też na wystawie „Świdermajer” dużo pięknych mebli. Są drewniane i pięknie się błyszczą. Takich mebli już nigdzie nie ma, może u babci i dziadka czasem znajdzie się takie bardzo stare krzesło albo stolik. Taki, że jak coś się na niego wyleje to dziadek łapie się za wąsa, a babcia za serce.
Bardzo, ale to bardzo ładny jest „Biedermajer” i trzeba go koniecznie zobaczyć i, jak to mówi dziadek ucieszyć oko.

Wiślana opowieść

Przyjechał do nas Teatr Lalek „Igraszka” i przywiózł nam całą Wisłę. I w tej Wiśle były śmieszne ryby, które robiły sobie żarty z czapli, bo ta czapla nie mogła ich złapać. Za to przyjaźniła się z jednym sumem, bo nie mogla go zjeść, no bo przecież taki sum jest za wielki.
Ale w Wiśle wcale nie było wesoło, o nie. Ludzie bywają niestety głupi i wyrzucają smieci do rzeki. Lodówki, stare opony, butelki, puszki, foliowe torebki, wszystko!
I przez te śmieci Wisła zaczęła wolniej płynąć i zaczął w niej rządzić wstrętny Śmieciej!
Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, ale musimy pamiętać, że rzeka i przyroda to nie śmietnik. I że jest mnóstwo normalnych śmietników, z nich trzeba korzystać, chociaż czasami się nie chce.

Sztuka sznurka

Dorośli mają różne zainteresowania. My też. Zabawki, cukierki, pokemony…
Ale interesuje nas też sztuka, czyli malowanie, rzeźbienie, w ogóle robienie ładnych rzeczy.
Czasem te ładne rzeczy robimy gdzie indziej. Niedawno znowu pojechaliśmy do Ce – es -wu.
To takie muzeum w Zamku Ujazdowskim, zaraz obok Trasy Łazienkowskiej. Dawno temu mieszkał w tym zamku król, ale mu się znudziło i teraz są tam dzieła sztuki.
Jest tam też miejsce dla dzieci, żeby mogły sobie coś robić. Tym razem najpierw posłuchaliśmy opowieści o sznurku, które czytała nam jedna pani. A potem dostaliśmy kartony, sznurek, kredki i klej, żeby zrobić obrazki o przygodach sznurka.
I zrobiliśmy, bo czemu nie? A w nagrodę poszliśmy jeszcze na wystawę, obejrzeć dzieła, które stworzyli dorośli artyści.
Kto wie, może kiedyś nasze prace też będą na takich wystawach?

Perkusja

Pan Marcin chyba nas lubi, bo ciągle przychodzi i przychodzi. My też lubimy pana Marcina, bo robi dla nas różne koncerty.
Teraz też zrobił. Tym razem było o instrumentach perkusyjnych.
To nie tylko bębny i bębenki, ale też na przykład trójkąty.
Te instrumenty są bardzo ważne, bo podają rytm. Czyli czy gramy wolno, czy szybko czy tak i tak.
Bardzo nam się podobał ten koncert, może rodzice kupią nam bębenki, żebyśmy mogli bębnić im do snu.

Nowy Rok

Zaczął się nowy rok. Ale nie taki jak po Sylwestrze, co jest dużo sprzątania, tylko nowy rok przedszkolny.
Będziemy chodzić do przedszkola, będziemy się bawić i wszystko zjadać.
Ale będą też zajęcia różne. Rytmika i angielski. Teatr i wycieczki.
I lepienie z gliny!
I w ogóle nie będzie nam przeszkadzał, że ciągle pada czy coś i jest nuda.
Nuda w naszym przedszkolu nie ma nic do roboty.
Chyba, że spróbowała by pośpiewać albo nauczyć się angielskich słówek albo coś ulepić.
Tylko nie wiadomo, czy nuda nie ulepiłaby czegoś nudnego… 😉

Na Ząbkowskiej

Żeby pojechać na ciekawą wyprawę nie trzeba jechać strasznie daleko na drugi koniec mapy. Czasem wystarczy kilka przystanków autobusem.
I my tak sobie pojechaliśmy. To znaczy nie sami, bo z naszymi paniami i z panem Przemkiem. Pojechaliśmy na ulic Ząbkowską. Ta ulica wygląda teraz bardzo ładnie, wiszą lampiony, domy są odnowione, dużo ciekawych miejsc, na przykład sklepów z dziwnymi rzeczami.
A na samym początku Ząbkowskiej powitały nas błękitne aniołki i tak sobie szliśmy, a po drodze jeszcze skręciliśmy na ulicę Brzeską. A tam obejrzeliśmy piękną bramę w starej kamienicy. W środku były kafelki i zapomniana skrzynka na listy i w ogóle było jak w starym filmie. A innej bramy pilnowały krasnale z wielgachnymi brodami i szkoda, że teraz buduje się domy wszystkie identiko.
I na Brzeskiej zobaczyliśmy też malowidło na ścianie – gęś na dwa piętra!
I widzieliśmy też fabrykę alkoholi, która wyglądała jak stary zamek, a skończyliśmy przy zajezdni tramwajowej.
A to wszystko naprawdę bliziutko. 🙂

Królowa Wisła

Lato polega też na tym, że można sobie pływać. Po morzu, po jeziorach, wszędzie po prostu.
A jak wszędzie, to po Wiśle chyba też. Wisła jest królową polskich rzek, jest największa i najdłuższa, ma ponad tysiąc kilometrów!
A jak to zrobić, żeby sobie po niej popływać? Jest na przykład tramwaj wodny. To nie jest prawdziwy tramwaj, to normalny statek. I oprócz niego są inne statki i łodzie, wystarczy poprosić tatę, żeby sprawdził w internecie. Jest w czym wybierać!
A potem wchodzimy na pokład i płyniemy i widzimy Warszawę zupełnie, ale to zupełnie inną!