Nasze muzeum

Mieszkamy i chodzimy do przedszkola w Warszawie. Ale Warszawa dzieli się na różne części i ta część, która jest po naszej stronie Wisły nazywa się Praga. I ma nawet swoje muzeum.
Więc pojechaliśmy do tego muzeum ulicą Grochowską, a po drodze mijaliśmy Żelazny Słup, Sinfonię Varsovię (to takie miejsce gdzie jest mnóstwo muzyki), Wedla, Teatr Powszechny i wreszcie było muzeum.
Na dzień dobry dostaliśmy takie fajowe słuchawki z rurką. Przez tę rurkę pan nam opowiadał co widać na makiecie.
Tak, w Muzeum Pragi jest fantastyczna makieta, na której można zobaczyć, jak wyglądała Praga dawna temu! Trochę jak wieś, ale i tak bardzo nam się podobało.
A potem pojechaliśmy windą na targowisko. Takie nanibowe targowisko, to znaczy, że nic się tam nie kupuje, za to można zobaczyć różne stare rzeczy, na przykład syfon. Syfon wygląda jak mała gaśnica i służył do robienia wody gazowanej.
I było tez w muzeum bardzo dużo zdjęć, a na koniec weszliśmy na taras i zobaczyliśmy całą Pragę dookoła!
Ale to nie znaczy, że już widzieliśmy wszystko, no jeszcze nie widzieliśmy i dlatego pójdziemy do Muzeum Pragi jeszcze raz, a może i dwa. 🙂

Papuga

Różni goście przychodzą do naszego przedszkola. Przychodzą i śpiewają albo grają na czymś albo robią przedstawienie.
Ale był też taki gość, jakiego jeszcze wcześniej nie było. Papuga przyszła!
To znaczy nie sama, jedna pani ją przyniosła. W klatce.
Ale w przedszkolu pani otworzyła klatkę, żeby papuga mogła rozprostować skrzydła.
I ta papuga sobie polatała i siadała nam na głowach i była bardzo zadowolona, że jest
u nas.
My też byliśmy zadowoleni, chociaż papuga wcale nie chciała nas papugować, tylko tak śmiesznie skrzeczała.
To my ją spapugowaliśmy i zaczęliśmy kłapać dziobami.
Nawet trochę nanibowo polataliśmy, żeby papudze zrobiło się raźniej.
I chyba się zrobiło, bo uśmiechała się od ucha do ucha. 😉

Dla Mamy i Taty

Jak jest Dzień Mamy, a potem Dzień Taty to zawsze coś dla nich robimy. Ładnego.
Laurki przepiękne malujemy.
Wierszy się uczymy specjalnie napisanych.
Oraz piosenek.
Ubieramy się uroczyście, czyli w najlepsze ubrania, te z wigilii na przykład.
I cały, ale to cały dzień jesteśmy niesamowicie grzeczni.
Panie nawet czasem mówią, że nas wtedy trudno poznać.
Chyba sobie robią żarty.
A dlaczego my się tak staramy?
Dlatego, że nasze Mamy i Tatowie też się dla nas bardzo starają. Cały czas.
Chcą być jak najlepsi po prostu.
I dlatego tak ich kochamy. 🙂

Teatralna nagroda

Wygraliśmy konkurs teatralny i dostaliśmy nagrodę, no bo co w końcu.
Nagrodą był wyjazd do prawdziwego teatru „Guliwer”! To teatr lalkowy, bardzo fajny.
Prawdziwe fotele, prawdziwa scena i w ogóle.
A historia była o tym, ze w jednym lesie zaczęły się dziać straszne rzeczy. I wszyscy się martwili.
I wiewiórki się martwiły i pani zięba i łoś i pani dzikowa i zając. Niektórzy myśleli, że to wszystko robi obcy, który akurat kręcił się po lesie. I co się okazało?
Nie powiem Wam, sami zobaczcie.
„Obcy w lesie”, klawa sztuka, jak mówią niektórzy w Warszawie. 🙂

Strażak w przedszkolu

A u nas w przedszkolu był pan strażak! Nie, nie bójcie się, nic się nie paliło, był
z wizytą.
A dlaczego był z wizytą? Tak po prostu? Oczywiście, że nie. Akurat było wyobraźcie sobie święto strażaków, 4 maja. To jest dzień świętego Floriana, który żył strasznie dawno temu i też był strażakiem, a teraz ma swoje święto.
I kościół też ma, niedaleko zoo, taki z wielgachnymi wieżami.
I pan strażak był u nas, żeby nam wytłumaczyć, jak robić, żeby nie było pożaru.
Więc już wiemy. Tylko czy jak nie będziecie pożarów, to strażacy nie będą się nudzić?
Pan strażak powiedział, że nie, bo jak się nie pali, to strażacy grają w piłkę.
No chyba, że tak. 🙂

Być kimś innym

Myśleliście jak to jest być kimś innym?
Na pewno myśleliście. Jak być księżniczką, albo rycerzem, albo Batmanem.
Albo po prostu dorosłym.
Tylko jak to zrobić, żeby by kimś innym?
Mogłyby pomóc czary. Tylko trzeba je znać. Albo znać jakąś czarownicę.
Tylko, że teraz nie ma czarownic.
Jest inny sposób. Teatr. W teatrze można na jakiś czas stać się kimś innym.
Przenieść się gdzie się chce. Do starego zamczyska, do ciemnego lasu, na inną planetę.
Trzeba stać się aktorem. Czyli udawać kogoś innego. Mówić innym głosem.
Chodzić nie jak Ja, ale jak Ktoś.
I my tak właśnie robimy na zajęciach teatralnych.
Znikamy, a zamiast nas są inne, dziwne, bajkowe postacie…

Inny język

Nie wiem, czy wiecie, ale ludzie w innych krajach mają inne języki. Ale nie te w buzi. Te słowa, które się mówi, to też nazywa się język. Słowa, którymi mówimy w Polsce nazywają się język polski.
Ale na świecie jest jeszcze cała masa innych języków. Francuski, niemiecki, angielski, eskimoski…
A jak się pojedzie gdzieś daleko, tam gdzie akurat przypadkowo nikt nie mówi po polsku, to co wtedy?
Dorośli umówili się, że jeden język będzie najważniejszy na świecie. I na przykład napisy na lotnisku będą w tym języku. I tak jest. Kto nie wierzy może pojechać na Okęcie, na lotnisko eskaemką i zobaczyć na własne oczy: napisy są po polsku i po angielsku.
Bo właśnie angielski to ten najważniejszy język. Jest dosyć łatwy i lubimy się go uczyć. Pomaga nam w tym pani Kasia. Gramy w różne gry, śpiewamy piosenki i nagle umiemy po angielsku. 🙂
I teraz nawet jak spotkamy Eskimosa, to wystarczy, że powiemy mu “heloł” i on wtedy się uśmiechnie i też powie “heloł” i będziemy od razu mogli pójść na lody, jak starzy przyjaciele…

Koncert indiański

Muzyka przydaje się bardzo. Do wszystkiego. Do pośpiewania sobie jak jest smutno. Albo po prostu do pośpiewania.
Dla przyjemności. Albo do pogrania. Dla kogoś, żeby było miło i dobrze.
A niedawno był u nas znowu pan Marcin i opowiedział, że muzyka może służyć do wielu innych jeszcze rzeczy.
Pan Marcin przebrał się za Indianina i opowiadał o tym, co Indianie robili muzyką.
A robili czary.
Na przykład, gdy potrzebowali deszczu, to na specjalnych instrumentach grali specjalną muzykę, żeby deszcz się zjawił.
Albo gdy chcieli upolować bizona (a to bardzo trudne) mieli inną muzykę. I inne instrumenty. Bo normalne nie bardzo się dla Indian nadają. Gitarę można trzymać
w indiańskim namiocie, ale fortepian już by się nie zmieścił.
I graliśmy z panem Marcinem, ale zamiast deszczu sprowadziliśmy śnieg!
I w sumie bardzo dobrze 🙂

Bal karnawałowy

Jak skończą się święta to jest trochę smutno. Na szczęście jest sposób na ten smutek.
To się nazywa karnawał. Na czym on polega? Na tym, że się tańczy! Ale nie tak po prostu się tańczy.
Koniecznie trzeba się przebrać!
I w naszym przedszkolu też był taki bal. Gdyby ktoś do nas zajrzał przez okno, to bardzo by się zdziwił!
Pomyślałby chyba, że to z jakiejś wielkiej księgi z bajkami uciekły wróżki, księżniczki, kowboje, rycerze i batmani.
A to przecież byliśmy my! Tylko przebrani za kogoś innego.
Bo żeby się dobrze bawić i zapomnieć o zwykłym, codziennym świecie, dobrze jest stać się na parę godzin kimś innym…

Logopedia

W przedszkolu mamy dużo różnych zajęć.
Na przykład uczymy się mówić. Niby nic trudnego i czego tu się uczyć, ale jak się ma cztery lata to niektóre słowa ciężko powiedzieć.
I dlatego przychodzi do nas pani Agnieszka i mamy z nią lodo…polo…logopedię.
To coś jak gimnastyka tylko, że zamiast nogami i rękami kręci się językiem i buzią.
Jak ktoś dużo ćwiczy ręce i nogi to jest sprawny, czyli może szybko biegać i daleko rzucać piłkę.
A jak ktoś ćwiczy buzię to może szybko i dużo mówić.
A niektórzy z nas lubią gadać…