Wystawa z trudnym słowem

W Muzeum Narodowym ciągle coś się dzieje, jak jedna wystawa się kończy, to zaraz jest druga.
I teraz jest wystawa, która się nazywa „Biedramajer”.
Dawno, dawno temu ludzie lubili ładne rzeczy. I lubili się w nich pokazywać. Nie było wtedy telefonów komórkowych, więc zamiast robić selfi malarze malowali portrety.
Na tych portretach z „Dobermejeru” są zadowoleni ludzie w eleganckich strojach. Niektórzy panowie mają fajki.
Ale ta wystawa nie jest tylko dla dorosłych, nie! Są też starodawne zabawki dla dzieci. Jest lalka z prawdziwej porcelany. Bardzo ładna, ale nie wiadomo, jak się nią bawić, żeby jej nie rozbić na miliard kawałeczków.
I jest też na wystawie „Świdermajer” dużo pięknych mebli. Są drewniane i pięknie się błyszczą. Takich mebli już nigdzie nie ma, może u babci i dziadka czasem znajdzie się takie bardzo stare krzesło albo stolik. Taki, że jak coś się na niego wyleje to dziadek łapie się za wąsa, a babcia za serce.
Bardzo, ale to bardzo ładny jest „Biedermajer” i trzeba go koniecznie zobaczyć i, jak to mówi dziadek ucieszyć oko.

Wiślana opowieść

Przyjechał do nas Teatr Lalek „Igraszka” i przywiózł nam całą Wisłę. I w tej Wiśle były śmieszne ryby, które robiły sobie żarty z czapli, bo ta czapla nie mogła ich złapać. Za to przyjaźniła się z jednym sumem, bo nie mogla go zjeść, no bo przecież taki sum jest za wielki.
Ale w Wiśle wcale nie było wesoło, o nie. Ludzie bywają niestety głupi i wyrzucają smieci do rzeki. Lodówki, stare opony, butelki, puszki, foliowe torebki, wszystko!
I przez te śmieci Wisła zaczęła wolniej płynąć i zaczął w niej rządzić wstrętny Śmieciej!
Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, ale musimy pamiętać, że rzeka i przyroda to nie śmietnik. I że jest mnóstwo normalnych śmietników, z nich trzeba korzystać, chociaż czasami się nie chce.

Sztuka sznurka

Dorośli mają różne zainteresowania. My też. Zabawki, cukierki, pokemony…
Ale interesuje nas też sztuka, czyli malowanie, rzeźbienie, w ogóle robienie ładnych rzeczy.
Czasem te ładne rzeczy robimy gdzie indziej. Niedawno znowu pojechaliśmy do Ce – es -wu.
To takie muzeum w Zamku Ujazdowskim, zaraz obok Trasy Łazienkowskiej. Dawno temu mieszkał w tym zamku król, ale mu się znudziło i teraz są tam dzieła sztuki.
Jest tam też miejsce dla dzieci, żeby mogły sobie coś robić. Tym razem najpierw posłuchaliśmy opowieści o sznurku, które czytała nam jedna pani. A potem dostaliśmy kartony, sznurek, kredki i klej, żeby zrobić obrazki o przygodach sznurka.
I zrobiliśmy, bo czemu nie? A w nagrodę poszliśmy jeszcze na wystawę, obejrzeć dzieła, które stworzyli dorośli artyści.
Kto wie, może kiedyś nasze prace też będą na takich wystawach?

Perkusja

Pan Marcin chyba nas lubi, bo ciągle przychodzi i przychodzi. My też lubimy pana Marcina, bo robi dla nas różne koncerty.
Teraz też zrobił. Tym razem było o instrumentach perkusyjnych.
To nie tylko bębny i bębenki, ale też na przykład trójkąty.
Te instrumenty są bardzo ważne, bo podają rytm. Czyli czy gramy wolno, czy szybko czy tak i tak.
Bardzo nam się podobał ten koncert, może rodzice kupią nam bębenki, żebyśmy mogli bębnić im do snu.

Nowy Rok

Zaczął się nowy rok. Ale nie taki jak po Sylwestrze, co jest dużo sprzątania, tylko nowy rok przedszkolny.
Będziemy chodzić do przedszkola, będziemy się bawić i wszystko zjadać.
Ale będą też zajęcia różne. Rytmika i angielski. Teatr i wycieczki.
I lepienie z gliny!
I w ogóle nie będzie nam przeszkadzał, że ciągle pada czy coś i jest nuda.
Nuda w naszym przedszkolu nie ma nic do roboty.
Chyba, że spróbowała by pośpiewać albo nauczyć się angielskich słówek albo coś ulepić.
Tylko nie wiadomo, czy nuda nie ulepiłaby czegoś nudnego… 😉

Na Ząbkowskiej

Żeby pojechać na ciekawą wyprawę nie trzeba jechać strasznie daleko na drugi koniec mapy. Czasem wystarczy kilka przystanków autobusem.
I my tak sobie pojechaliśmy. To znaczy nie sami, bo z naszymi paniami i z panem Przemkiem. Pojechaliśmy na ulic Ząbkowską. Ta ulica wygląda teraz bardzo ładnie, wiszą lampiony, domy są odnowione, dużo ciekawych miejsc, na przykład sklepów z dziwnymi rzeczami.
A na samym początku Ząbkowskiej powitały nas błękitne aniołki i tak sobie szliśmy, a po drodze jeszcze skręciliśmy na ulicę Brzeską. A tam obejrzeliśmy piękną bramę w starej kamienicy. W środku były kafelki i zapomniana skrzynka na listy i w ogóle było jak w starym filmie. A innej bramy pilnowały krasnale z wielgachnymi brodami i szkoda, że teraz buduje się domy wszystkie identiko.
I na Brzeskiej zobaczyliśmy też malowidło na ścianie – gęś na dwa piętra!
I widzieliśmy też fabrykę alkoholi, która wyglądała jak stary zamek, a skończyliśmy przy zajezdni tramwajowej.
A to wszystko naprawdę bliziutko. 🙂

Królowa Wisła

Lato polega też na tym, że można sobie pływać. Po morzu, po jeziorach, wszędzie po prostu.
A jak wszędzie, to po Wiśle chyba też. Wisła jest królową polskich rzek, jest największa i najdłuższa, ma ponad tysiąc kilometrów!
A jak to zrobić, żeby sobie po niej popływać? Jest na przykład tramwaj wodny. To nie jest prawdziwy tramwaj, to normalny statek. I oprócz niego są inne statki i łodzie, wystarczy poprosić tatę, żeby sprawdził w internecie. Jest w czym wybierać!
A potem wchodzimy na pokład i płyniemy i widzimy Warszawę zupełnie, ale to zupełnie inną!

Nasze muzeum

Mieszkamy i chodzimy do przedszkola w Warszawie. Ale Warszawa dzieli się na różne części i ta część, która jest po naszej stronie Wisły nazywa się Praga. I ma nawet swoje muzeum.
Więc pojechaliśmy do tego muzeum ulicą Grochowską, a po drodze mijaliśmy Żelazny Słup, Sinfonię Varsovię (to takie miejsce gdzie jest mnóstwo muzyki), Wedla, Teatr Powszechny i wreszcie było muzeum.
Na dzień dobry dostaliśmy takie fajowe słuchawki z rurką. Przez tę rurkę pan nam opowiadał co widać na makiecie.
Tak, w Muzeum Pragi jest fantastyczna makieta, na której można zobaczyć, jak wyglądała Praga dawna temu! Trochę jak wieś, ale i tak bardzo nam się podobało.
A potem pojechaliśmy windą na targowisko. Takie nanibowe targowisko, to znaczy, że nic się tam nie kupuje, za to można zobaczyć różne stare rzeczy, na przykład syfon. Syfon wygląda jak mała gaśnica i służył do robienia wody gazowanej.
I było też w muzeum bardzo dużo zdjęć, a na koniec weszliśmy na taras i zobaczyliśmy całą Pragę dookoła!
Ale to nie znaczy, że już widzieliśmy wszystko, no jeszcze nie widzieliśmy , i dlatego pójdziemy do Muzeum Pragi jeszcze raz, a może i dwa. 🙂

Papuga

Różni goście przychodzą do naszego przedszkola. Przychodzą i śpiewają albo grają na czymś albo robią przedstawienie.
Ale był też taki gość, jakiego jeszcze wcześniej nie było. Papuga przyszła!
To znaczy nie sama, jedna pani ją przyniosła. W klatce.
Ale w przedszkolu pani otworzyła klatkę, żeby papuga mogła rozprostować skrzydła.
I ta papuga sobie polatała i siadała nam na głowach i była bardzo zadowolona, że jest
u nas.
My też byliśmy zadowoleni, chociaż papuga wcale nie chciała nas papugować, tylko tak śmiesznie skrzeczała.
To my ją spapugowaliśmy i zaczęliśmy kłapać dziobami.
Nawet trochę nanibowo polataliśmy, żeby papudze zrobiło się raźniej.
I chyba się zrobiło, bo uśmiechała się od ucha do ucha. 😉

Dla Mamy i Taty

Jak jest Dzień Mamy, a potem Dzień Taty to zawsze coś dla nich robimy. Ładnego.
Laurki przepiękne malujemy.
Wierszy się uczymy specjalnie napisanych.
Oraz piosenek.
Ubieramy się uroczyście, czyli w najlepsze ubrania, te z wigilii na przykład.
I cały, ale to cały dzień jesteśmy niesamowicie grzeczni.
Panie nawet czasem mówią, ze nas wtedy trudno poznać.
Chyba sobie robią żarty.
A dlaczego my się tak staramy?
Dlatego, że nasze Mamy i Tatowie też się dla nas bardzo starają. Cały czas.
Chcą być jak najlepsi po prostu.
I dlatego tak ich kochamy. 🙂